#36 – Atlantyda

Mit może nie tak współczesny, ale współcześnie całkiem dobrze się mający. Przyjrzyjmy się, w jaki sposób można zgubić wyspę, kontynent, a także zdrowy rozsądek.

Chcesz wiedzieć więcej?

https://sprawdzam.studio/link/atlantyda-dialogi Dialogi Platona, fragment
https://sprawdzam.studio/link/atlantyda-another-look Another look at Atlantis
https://sprawdzam.studio/link/atlantyda-zelandia Ukryte Kontynenty – czego geolog ci nie powiedział dopóki się nie dowiedział, cz. 1
https://sprawdzam.studio/link/atlantyda-nowa-adria Ukryte Kontynenty – czego geolog ci nie powiedział dopóki się nie dowiedział, cz. 2

Po serii całkowicie poważnych odcinków na poważne tematy, wrzućmy trochę na luz i przyjrzyjmy się historii, która towarzyszy nam od zarania dziejów. Zanim zarysuję historię Atlantydy, zacznę od postaci Heinricha Schliemanna, urodzonego w 1922 roku. Już jako dziewięciolatek bawił się w wykopaliska archeologiczne i był zafascynowany starożytną Grecją. Upór i ciężka praca pozwoliły mu dorobić się niezłej fortuny dzięki działalności kupieckiej w Rosji i Stanach Zjednoczonych, a fortuna pozwala spełniać niektóre marzenia. Wziął się za dzieła Homera, piszącego o starożytnej wojnie trojańskiej, i z dosłownością godną zakurzonego urzędnika udał się na poszukiwania zaginionego miasta. Swoje prace wydobywcze rozpoczął w 1871 roku, ku przerażeniu ówczesnych archeologów, gdyż zamiast używać delikatnych narzędzi i ostrożnie zdejmować warstwy gleby, używał dynamitu. Dzięki temu udało mu się odkryć nawet nie do końca starożytne miasto, lecz dziewięć miast, budowanych jedno na drugim, z pozostałościami obecności człowieka wyliczonej później na nawet trzy tysiące lat przed naszą erą, dokładnie tam, gdzie Homer zapisał w swoich dziełach.
Do momentu odkryć Schliemanna, Troja była jedynie mitem, dziwną opowiastką z przeszłości. To upór jednego ekscentryka i parę ton dynamitu przeniosło ją na karty faktycznych odkryć archeologicznych, finalnie zaś na światową listę dziedzictwa kultury UNESCO. Po co ten przydługi wstęp? O Atlantydzie wspomniał po raz pierwszy Platon w swoich Dialogach – strasznie ciężko będzie więc stwierdzić, że brak odkryć archeologicznych dotyczących Atlantydy jest wystarczającym powodem, by jej hipotezę odrzucić. Nie oszukujmy się, na dnie oceanu kopie się nieco ciężej niż na tureckich nizinach, przyjrzyjmy się zatem historii Atlantydy z szerszego kąta. Sprawdzam!
Pamiętasz Dialogi Platona z podstawówki? Ja też nie, strasznie ciężka lektura. Ale nic straconego, w materiałach do odcinka znajdziesz niezbędny do dzisiejszego tematu wycinek, a w treści podcastu streszczenie, jak za dawnych dobrych czasów. Dialogi Platona to zbiór 35 antycznych tekstów, które powstawały na przestrzeni około czterdziestu lat. Pojawiają się w nich postacie znane z zamierzchłych czasów szkoły podstawowej, jak choćby Sokrates – i współcześnie nie jest do końca jasne, czy zapisy którymi dysponujemy współcześnie pochodzą wyłącznie od Platona, czy może są kompilacją rozmów i poglądów jego kumpli.
Dialogi poruszają masę tematów, a wiele jest w nich całkiem aktualnych i aktualne zostaną wiecznie. Poruszają tematy takie jak miłość, dobro, cnota, kłamstwo, władza, wiedza, sprawiedliwość czy natura. Dwa późne dialogi, datowane na rok 360 przed naszą erą – Timajos i Kiritasz opisują Atlantydę, wyspę znajdującą się na zachód od współczesnej cieśniny Giblartarskiej, która miała ulec zniszczeniu w wyniku trzęsień ziemi. Platon opisuje dokładnie konstrukcję okrętów Atlantów, ich świątynie i połyskujący mosiądzem mur. Mało tego, opisał nawet ich instalację hydrauliczną, cytuję I źródeł używali, jednego z zimną, a drugiego z ciepłą wodą, i one były bardzo obfite. Opisywał społeczeństwo żyjące w zgodzie i w harmonii, dopóki nad mieszkańcami nie zaczęła panować ludzka, gnuśna i brutalna, natura. Co się stało w konsekwencji? Oddajmy głos samemu Platonowi.
Otóż bóg bogów, Zeus, królujący zgodnie z prawami, umiał dojrzeć taki stan rzeczy, zobaczył, że się marnuje ród, który był jak się należy, więc karę im wymierzyć postanowił, aby się
opamiętali, nabrali rozumu i zaczęli panować nad sobą, więc zebrał wszystkich bogów do ich prześwietnej siedziby, która się wznosi nad środkiem całego świata, zaczem widzi wszystko, co ma udział w powstawaniu, a zebrawszy powiedział….
W tym momencie Platon zajął się czymś innym i nie wrócił więcej do kontynuowania dialogu Kiritasz, z którego pochodzi ten cytat, tworząc tym samym pierwszy cliffhanger w historii. Zostawił nam jednak całkiem niezły opis zaginionego lądu oraz miejsce, gdzie miałby się znajdować. Czemu więc żaden ekscentryczny miłośnik materiałów wybuchowych nie odkrył jeszcze Atlantydy, w czym opowieść Platona jest gorsza od homeryckiej Iliady?
Niemal niczym. Ani Dialogi, ani Iliada nie są recenzowaną publikacją naukową, nie ma absolutnie nic złego w tym, że stanowią mieszankę opisu rzeczywistości oraz bujnej wyobraźni autora. A nawet dzieła sztuki przedstawiające całkowitą fikcję stanowią całkiem fajny materiał źródłowy, z którego możemy się dowiedzieć o społeczeństwie otaczającym autora. Czytając dzieło literackie możemy oszacować, czy pochodzi ono z czasów wojen krzyżowych, kolonializmu, zimnej wojny czy kryzysu gospodarczego. Co więcej, jeśli kilka niezależnych dzieł fabularnych odnosi się do tego samego zdarzenia, jest to pewna podstawa, by przypuszczać, że zdarzenie to mogło być autentyczne. I w tym właśnie Iliada ma przewagę, ponieważ o upadku Troi pisali również starożytni historycy – Herodot oraz Tukidydes.
Platon jest odosobniony. Atlantyda rodzi się w jego opowieści, a każda kolejna opowieść o niej opiera się na Dialogach Platona. Zostawia nam jednak trzy bardzo konkretne wskazówki – znajduje się za słupami Heraklesa, czyli za cieśniną giblartarską, była większa niż Libia i Azja razem wzięte (choć tutaj dajmy mu margines błędu, nie było przecież wówczas narzędzi pozwalających na dokładne pomiary tak dużych powierzchni), oraz została zniszczona w wyniku aktywności sejsmicznej. Nietrudno znaleźć kandydatów na mityczną wyspę, jednak żaden nie spełnia wszystkich warunków opisanych przez Platona. Pomysłów jednak nie brakuje, bo przecież każdy chciałby pogłaskać swoje ego świadomością, że jest potomkiem utopijnej kolebki ludzkości. Siedemnastowieczny pisarz i naukowiec, Olof Rudbeck twierdził, że Atlantyda to… Szwecja, mimo że nie pasuje ani lokalizacja, ani wielkość, ani fakt zniszczenia i zatopienia, nie przeszkadzało mu to jednak wieszczyć, że Szwecja jest kolebką cywilizacji, a łacina i hebrajski wywodzą się z języka szwedzkiego.
Co więcej, współcześnie wiemy dość dokładnie, jak wygląda dno oceanów. Używając Google Earth możemy przyjrzeć się ukształtowaniu terenu dna oceanicznego nie ruszając się z fotela. Geologicznie nie jest możliwe, aby na Oceanie Atlantyckim w ciągu ostatnich tysięcy lat zgubiła się jakaś wyspa. W kontekście milionów lat – różne rzeczy można odkryć, jak choćby kontynent Zelandii odkryty dwa lata temu, czy ogłoszona w tym roku Nowa Adria, i jest całkiem niewykluczone, że sporo rzeczy poniżej oceanicznego dnia od milionów lat czeka w uśpieniu na odkrycie. Ale parę tysięcy lat wstecz? To za krótko, by ślady nawet po gwałtownych wydarzeniach zdążyły się zatrzeć.
Tylko że… goniąc za proponowanymi lokalizacjami zapominamy o najważniejszym. Platon nie był geografem, tylko filozofem, wykorzystywał słowa jako narzędzia do przekazania pewnych idei. Opisał utopijne społeczeństwo Atlantów, które finalnie odwróciło się od swoich ideałów i miało prawdopodobnie zostać ukarane przez wkurzony degrengoladą panteon, jednak nie dokończył swojej opowieści. Jednak zarówno źródła historyczne, jak i odkrycia geologiczne mogą być niezłą podpowiedzią, która może pomóc nam zrozumieć, co zainspirowało Platona. Cofnijmy się do szesnastego wieku przed naszą erą.
Na jednej z licznych wysp Morza Egejskiego, znajdującego się między współczesną Grecją i Turcją, u podnóża wulkanu Thera, kwitnie jedna z wielu osad cywilizacji minojskiej, kolebki epoki brązu w okolicach Morza Śródziemnego. Wyspą zaczynają targać potężne wstrząsy, a mieszkańcy pospiesznie ją opuszczają. Dochodzi do erupcji wulkanicznej, która tworzy potężną, dziesięciokilometrową kalderę i niszczy wyspę, pozostawiając to, co dziś znamy jako Santoryn. Choć nie jest spełnione kryterium lokalizacji, kryterium wielkości wyspy, a także czas jej zniszczenia, to Platon z dużą dozą prawdopodobieństwa mógł znać tę historię, jako że pisali o niej antyczni greccy historycy. Mając fajny kawałek historii dopasował parę detali (swoją drogą, udało mi się dotrzeć do spekulacji, jakoby Theranie faktycznie mieli dostęp do ciepłej i zimnej wody, korzystając ze źródeł geotermalnych w pobliżu wulkanu) i zamknął to w historii… której nigdy nie dokończył.
Choć nigdy nie dowiemy się, w jaki sposób Platon chciał zakończyć swój dialog o Atlantydzie, jedno jest całkowicie pewne – nie ma i nigdy nie było wyspy, która w całości odpowiadałaby platońskiemu opisowi. Swoją drogą, traktowanie dosłownie traktatów filozoficznych jest, jakby to łagodnie określić… nieszczególnie rozsądne. Arystoteles, uczeń Platona, otwarcie twierdził że jego nauczyciel wymyślił Atlantydę jako narzędzie do nauki filozofii, ale im dalej w czas, tym więcej pojawiało się głosów próbujących rozwikłać tajemnicę. Epoka kolonializmu rozpaliła wyobraźnię i wiarę, że tam coś jeszcze musi być nieodkrytego, i wiara ta niemal niezmiennie trwa do dzisiaj, mimo że dostępna na wyciągnięcie ręki wiedza jasno ucina wszelkie spekulacje.
Choć mogę w tej chwili brzmieć jak pan maruda, niszczyciel ciekawości i pogromca uśmiechów dzieci, to pseudohistoria jest całkiem prężnym działem pseudonauki. Daje nam starożytnych kosmitów budujących piramidy, pas startowy dla ufo na płaskowyżu Nazca, wielką Lechię, Atlantydę i czas widmowy. Patrząc na otaczający nas świat powinniśmy potrafić odróżniać fakty od fikcji. Opowieść o nieistniejącej Atlantydzie zainspirowała ludzi do stworzenia fajnych książek, filmów, seriali i gier komputerowych. Niech fikcja pozostanie fikcją.

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *